Początek | Indianie | Podróże | Linki | Goście | Poczta
Ala Moich wiele twarzy
Moja indiańska ścieżka [English]

Przyjaciele, znajomi i nieznajomi, czesto zadają mi pytania, na które powinnam odpowiedzieć jeszcze przed spisaniem swoich wspomnień. Niektorzy z Was znaja moje imię i nazwisko, inni śledzili krok po kroku zmagania z amerykańską rzeczywistością, ale nikt tak naprawdę nie wiedział kim jestem i czym się zajmuje. Właśnie od tych wiadomości powinnam zacząć. Czy jestem indianistką czy tak zwanym "przyjacielem Indian"? Czy jestem tradycjonalistka, członkiem Ruchu? Nie potrafię odpowiedzieć na żadne z tych pytań.

Ukończyłam Akademie Ekonomiczna w Krakowie oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellonskim w Krakowie. Od dziecka dużo podróżowałam i od zawsze fascynowała mnie tradycja i wierzenia odleglych panstw. Byłam w Turcji, Holandii, Francji, Hiszpanii, UK, Słowacji, w Czechach, Niemczech, na Węgrzech, na Ukrainie, w Jugosławii, Austrii, Meksyku, wyspach Bahama, na Karaibach i Kajmanach, odwiedziłam około 9 stanów w USA... i pewnie cos jeszcze zgubiłam po drodze? (Pelna lista w "Podrozach")

NAD1 NAD2 NAD3 NAD4
Przez 10 lat tańczyłam w zespole pieśni i tańca "Nadwiślanka", dzięki któremu miałam okazję stopniowo poznawać kulturę całego świata. Tak wiec, w moim życiu były nie tylko narody tubylcze. Szesc lat temu, przez przypadek dostałam od koleżanki adres Marka Maciołka i redakcji czasopisma Tawacin. Już wcześniej wiele czytałam o kulturach obu Ameryk. Podziwiałam Indian za ich wytrwałość i sile w walce o cos, co jest dla mnie najcenniejsze - wolnosc. Tak wiec kupowałam Tawacin, ale nigdy nie udało mi się być jedną z "Was" - Indianistka. Nie miałam ani stroju ani wiedzy. Bałam się pokazać na Zjazdach, aby nie być potraktowana za głupia turystka. Pozostałam wiec j przy regularnym czytaniu tego magazynu. Wtedy nawet nie marzyłam o tym, ze wkrótce spełni się to, o czym nigdy nie śmiałam nawet myśleć. Półtora roku temu, dzięki nagrodzie z jednej z gier TVN'u, w której wzięłam udział zupełnie przez przypadek, udało mi się powrócić do USA. Najpierw była tzw. Au-Pair w Miami. Nie była to najlepsza decyzja. Ale to już inna historia... Po trzech tygodniach koszmaru w jednej z amerykańskich rodzin, postanowiłam znaleźć własną ścieżkę. Zrezygnowałam z programu i zaciągnęłam się na statek. Właśnie wtedy zaczęła się największa przygoda mojego życia. Najpierw odwiedziłam wszystkie miejsca związane z plemieniem Seminoli na Florydzie od rezerwatów poprzez kasyna i fort w St.Augustin. W tym czasie również wysłałam emaila do Człowieka Wiedzy, którego adres dostałam od Elsie z KOLA. Tym człowiekiem był James Robideau, mój przyjaciel i nauczyciel. Wtedy miałam tylko przeprowadzić wywiad do Tawacinu (nr.2 2000). Przekraczając próg jego domu, wkroczyłam w nowe życie. Zaczęłam prace na statkach, w wolnych chwilach nadal szukałam kontaktów z tubylcami zarówno obu Ameryk jak i pobliskich wysp.
Ala & James

James, krok po kroku wprowadzał mnie w tajniki życia współczesnych Indian. Zupełnie nieświadomie zaczęłam być przygotowywana do, jak się później okazało, podróży do rezerwatów na Północy USA. Każda chwila spędzona w domu Jamesa wnosiła cos nowego do mojego życia. Całymi dniami oglądaliśmy filmy odnosząc je do rzeczywistości. Uczyłam się jak słuchać i brać udział w indiańskich ceremoniach. Nie było mi łatwo. Praca na statku okazała się bardzo ciężka i miała skutki, które odbiły się na moim zdrowiu. Ale właśnie dzięki niej, wciąż byłam w Ameryce, pracowałam z ludźmi z ponad 80 krajów i byłam blisko rodziny Jamesa. W końcu mój kontrakt dobiegł końca. Zeszłam na ląd i spalam 24 godziny na dobę. Tydzień później dostałam telefon "Pakuj się, jedziemy do Południowej Dakoty" Tego najmniej się spodziewałam. Bałam się, nie bałam się - byłam przerażona. W ciągu tego roku szlam ścieżka Seminoli, później Majów, odwiedziłam rezerwaty Cheyenne i Crow, aby w końcu odnaleźć siebie sama wśród Lakotów z Pine Ridge. Niczego nie planowałam, po prostu chyba takie było moje przeznaczenie...

Obecnie mieszkam w Anglii, gdzie znalazlam swoja milosc. W czerwcu 2007 roku wzielismy slub na Fidzi i spedzilismy miesiac miodowy w dzungli. Po wielu perypetiach i zyciu na walizkach w koncu mam normalny dom, choc oczywiscie z podrozy nie zrezygnowalam. Kto wie, moze gdzies w dalekim swiecie jeszcze sie zobaczymy?


Ja
Rysunek i tło autorstwa indianskiego więźnia Mario Crow Ghosta. Rysunek
Cale życie człowiek czegoś szuka: wolności, miłości, ciepła ogniska domowego...szuka - błądzi, szuka - błądzi...

Czego szuka naprawdę? Swojego ducha? Sumienia? Spirytualnej świadomości swojego bytu?

Czym są uczucia? Dlaczego zapomina się o własnym "ja" ? Dlaczego tak ciężko odkryć jest siebie? Czy w ogóle istnieje "ja" ? Może to tylko ciało, woda, powietrze...

Błądzę - szukam... błądzę - szukam...

Czy "ja" błądzę? Czy moja fascynacja "światem Indian" jest tym, czego szukałam?

Jestem katoliczka, wierzę w Boga...Czy jest w tym cos złego, iż otrzymałam "indiańskie błogosławieństwo"? W tym , że modliłam się wraz z nimi? W tym, że próbowano odegnać ode mnie złe duchy, które spowodowały, że nie potrafię odnaleźć własnego "ja" ?

Czy teraźniejsza "ja" to ta sama "ja"? Czy to duch przeszłości, który wstąpił we mnie poprzez nie do końca zrozumiana przeze mnie ceremonię?


Orle pióro
Było mi źle, siedziałam w obcym mieszkaniu, pełnym dziwnych, tajemniczych przedmiotów... Płakałam. Nie...łzy same leciały

Przyjaciel podarował mi orle pióro. "Ono ochroni cię od zła, duchy indiańskich przodków będą z tobą, weź je... wstań...- powiedział

Wziął do ręki przedmiot w kształcie białej muszli, skruszył jakąś tajemniczą roślinę i podpalił...mamrotał dziwne słowa, w ręce trzymał plik orlich piór.

Właśnie nimi kierował na mnie dym o przenikającym, ostrym zapachu...Czułam, że ogarnia on całe moje ciało. Nie chciałam płakać, ale łzy nie chciały przestać spływać po mojej twarzy, chciałam krzyczeć...

Wziął inną roślinę...podpalił...Przyjemny zapach rozniósł się wokół mnie.

Nadszedł spokój...

A orle pióro - zawsze będzie przy mnie....

Alicja, Styczeń 2002
ostatnie zmiany: May 2005

Do góry